Parcele
Bliskowice to wioska rozciągnięta wzdłuż nadwiślańskiego wzgórza. U jego stóp ciasne zabudowania przy szosie zamykają ciekawskim widok na wspinające się na zbocza pola. Po drugiej stronie szosy, za skarpą, na dnie dawnego starorzecza Wisły płynie strumyk, a na nim nanizane są niczym paciorki połyskującego w słońcu naszyjnika małe stawiki z rybami oddzielone groblami. Dalej aż do samej rzeki ciągną się łąki. Szosa wiedzie z Puław przez Kazimierz nad Wisłą i Opole Lubelskie do przeprawy mostowej w Annopolu.
Wszystko jest równoległe do Wisły: pas łąk nadrzecznych, strumyk ze stawami, zabudowa wsi, zbocze wzgórza i polna droga na jego szczycie. Na tę równoległość stworzoną przez siły natury i w ciągu stuleci przez człowieka wzbogacaną, nakładają się linie podziałów geodezyjnych. Te, dla odmiany, biegną prostopadle do Wisły. Miedze są jak zapis dziejów wioski. Są niczym słoje w drzewie. Utrwalają w krajobrazie zmiany własnościowe, pieczętują wiecznie żywy proces dzielenia ojcowizny na coraz węższe spłachetki ziemi. Tworzą pasemka pól, które niczym wąziutkie kolorowe tasiemki łączą domostwa z rzeką i szczytem wzgórza.
Winnica Bliskowice to kilka takich tasiemek. Wąskich i długich. Rozrzuconych w różnych miejscach. Od parceli Wasilewska na południu do parceli Popów-Kosmala na północy są prawie dwa kilometry. A pomiędzy nimi: Rysia, Moniki, Zawadzkiej, Mazurka. Każda inna. Z innym spadkiem terenu, inną glebą, innym nachyleniem zbocza. Każda rodzi niepowtarzalne, tylko dla niej właściwe winogrona.
Zawadzka - nasza pierwsza parcela. Obsadzona w 2009 roku odmianami na czerwone wino. Tworzą ją trzy kwatery: dwie z rzędami Cabernet Cortis i jedna z krzewami Regenta. Zaczyna się na dole, powyżej zabudowań winiarni, a kończy drogą na szczycie zbocza. Spacer na górę wyczerpuje siły przeciętnego mieszczucha, ale warto zadać sobie trudu i zakończyć wyprawę wzdłuż rzędów winorośli widokiem, jaki czeka na górze. Spadek zbocza jest osobliwy i przypomina bulę na skoczni narciarskiej. W efekcie, stojąc na górze, nie widzi się dolnej krawędzi pola, zbocze jest wypukłe, a przez to wydaje się dłuższe i jeszcze bardziej strome. A Zawadzka, bo tak nazywała się poprzednia właścicielka tej ziemi.
Tuż obok, oddzielona wąską dróżką dojazdową, leży bliźniacza parcela Mazurka. Pole przygotowywane jest do obsadzenia krzewami winorośli na wiosnę 2014 roku. Nazwana tak na pamiątkę poprzedniego właściciela, wielkiego i groźnego z wyglądu człowieka o duszy szczerej i życzliwej dla wszystkich szczerych i życzliwych.
Kilkaset metrów na południe od Zawadzkiej i Mazurka zrośnięte ze sobą leżą dwie parcele: Rysia i Moniki. W odróżnieniu od Zawadzkiej tutaj zbocze jest wklęsłe i z góry doskonale widać całe pole zakończone na dole starym rozłożystym orzechem włoskim. Ta lokalizacja, oprócz innych walorów ważnych dla wina powstającego z rosnących tu owoców, posiada istotną cechę: po zejściu na dół, czyli skończeniu pracy w poszczególnych rzędach, można tędy najkrótszą drogą dotrzeć do wiejskiego sklepiku. Wisi na nim dumny szyld: „Mini Delikatesy”, a latem w środku chłodzi się cała bateria kolorowych napojów gazowanych o różnej zawartości alkoholu. Na Monice i Rysiej dojrzewają owoce johannitera, z których powstaje pyszne białe wino, oraz regenta na równie pyszne, mocno zbudowane wino czerwone. Krzewy zostały posadzone w tym samym roku co na Zawadzkiej. Ale dzień po, dlatego Zawadzka jest pierwsza.
Parcela Popów to nasza północna flanka. Ale kto wie, może najatrakcyjniejsza i najlepsza dla winnicy. Rośnie tu odmiana rondo na wino czerwone. To już taki polski klasyk. W dobrych latach i czujnych rękach daje wspaniałe wina o owocowym aromacie. Mamy nadzieję, że tutaj odmiana ta znajdzie doskonałe warunki do dojrzewania. Idealny mikroklimat i zapierające dech w piersiach widoki na dolinę Wisły stanowią o moim szczególnym stosunku do tego pola. W jego centrum wydobywano kiedyś budulec - bloki skał wapiennych z przeznaczeniem na okoliczne domy. Teraz pozostało niewielkie zagłębienie i rumowisko skalne zarośnięte gęstwiną drzew - schronienie dobrych bożków wina. Parcela ta nazywana jest też przez nas Kosmalą. Na pamiątkę człowieka, który, spędzając resztę życia na wyleniałej sofie w pozie ucztującego rzymianina, w stanie permanentnego upojenia alkoholowego, powtarzał: to wszystko było kiedyś moje i kiedyś moje znów będzie. Amen. Według własnego mniemania był ostatnim potomkiem tutejszego dziedzica, który grubo przed wojną przepuścił swój majątek. I on, ten potomek, zanim ostatecznie zamknął swoje interesy na tym świecie, wyraził żal, że nie zdąży już napić się wina powstałego na tak znakomitej ziemi. Był dumny, że nie będę jej (tej ziemi) gwałcił jakimiś burakami czy śliwkami, ale wycisnę tyle wina, ile się da. Dobrego wina. Też amen.
Wasilewska to nasza największa parcela. A właściwie dwie parcele: Wasilewska I i Wasilewska II. Na Wasilewskiej I rośnie kilka odmian winorośli, m.in. riesling, regent, cabernet cantor, seyval blanc, hibernal. Na tej drugiej trwa uprawa przygotowująca glebę do przyszłych nasadzeń. Obie mają świetne południowe nachylenie i kończą się w dolnej części stromym urwiskiem z jarem i polną drogą prowadzącą do lasu. Dalej widać wzgórza i domy Świeciechowa z białymi murami kościoła. Ziemia jest tu cięższa, głębiej uprawiona i bogatsza w składniki niż na innych naszych parcelach. O tym, jakie wino tu się urodzi, przekonamy się już wkrótce. Pierwsze owoce, zebrane jesienią 2012 roku, dojrzewają w kadziach i zadebiutują w Janowcu na Święcie Wina. Wasilewska jest nietypowa z jeszcze jednego powodu: to zwarty, ponad pięciohektarowy kawałek ziemi. Absolutny ewenement w tych stronach, krainie tasiemek. Oprócz winorośli dobrze się tu czują dziki i sarny. Te pierwsze ryją z precyzją trzeźwego chirurga i nie niszczą (odpukać w pustą butelkę) krzewów. Sarny trochę podskubują wiosenne pędy. Taka ichnia degustacja. Na zdrowie.